środa, 29 października 2008

Niech żyje sztuka figuratywna



Tak piękny okaz nie mógł pozostać bez echa.. ja nawet nie wiem jak to nazwać i jak to opisać, a więc pozostawiam po prostu takim jakim jest. Jedyne co mogę dodać to to, że serdecznie pozdrawiam autora tegoż projektu. Owe cudo można obejrzeć w pszczyńskim skansenie:))))

środa, 22 października 2008

Dworzec PKP w Katowicach

Sami nie spodziewaliśmy się aż takiej reakcji Czytelników na wieść, że dworzec ma zostać wyburzony. Przez cały dzień dzwonili i pisali maile do redakcji. Prawie wszystkie osoby, które zabrały głos w sprawie skrytykowały kolej za zamysł, by w miejscu obecnego dworca postawić nowy. Od dawna namawiamy gospodarzy dworca, by o niego zadbali, bo - zdaniem specjalistów - to piękne dzieło architektoniczne.

Nie zgadzam się z decyzją o wyburzeniu dworca PKP w Katowicach. To wybitne dzieło architektury modernistycznej, dlatego powinniśmy dokonać przebudowy budynku, aby zachować jego niepowtarzalny charakter. Zwracam się z prośbą o uwzględnienie wartości historycznej tego obiektu, a także dostrzeżenie szans promocji Katowic jako miasta z zabytkową architekturą. Sam dworzec mógłby tylko na tym zyskać, jako miejsce nie tylko dla podróżnych, ale także dla turystów. Ewa Młynarczyk, historyk

niedziela, 12 października 2008

Cywilizacja

Właśnie oglądałam zdjęcia, który wygrały World Press Photo w ciągu ostatnich 50 lat. Każde z nich przedstawia negatywne emocje, większość to kadry wojenne lub też fotografie zrobione po katastrofach naturalnych. Czy obraz naszej cywilizacji jest aż tak przerażający? Pewnie nie, bo przecież to tylko pewien wycinek życia. Ale na żadnym z nich nie było pozytywnego przekazu. Szkoda że media bombardują nas głównie negatywnymi newsami.

wtorek, 7 października 2008

Bóg i ciastka

Matka:
- Czy wiedziałeś, że Bóg był obecny, kiedy ukradłeś to ciastko z kuchni?
- Tak.
- I że cały czas na Ciebie patrzył?
- Tak.
- I jak myślisz, co do Ciebie mówił?
- Mówił: "Nie ma tu nikogo oprócz nas dwóch - weź dwa".

niedziela, 5 października 2008

...zakończony.


Eksperyment został zakończony powodzeniem. Rawa Blues zaskoczyła mnie pozytywnie. Szczególnie podobał mi się Samuel James. Występował sam, bez zespołu. Tylko on, gitara i niesamowita energia, która objawiała się m.in. tym, że po każdej piosence musiał stroić instrument od nowa. Końcówka występu to był już prawdziwy popis, gitara śmigała w jego rękach w przeróżnych kierunkach. Najfajniejsze było jednak to, że dzięki niemu czuło się niemal klimat amerykańskiego, gorącego południa. Brakowało tylko białego domku z werandą, bujanego fotela i lemoniady... Widać było, że wkłada w swoją muzykę całego siebie, na moich oczach tworzył prawdziwą sztukę. Jego dziadek był znanym gitarzystą bluesowym, a ojciec profesjonalnym pianistą i trębaczem. Sam artysta nauczył się grać na pianinie w wieku ośmiu lat, a w pierwszą trasę ruszył w wieku lat dwunastu. No cóż, przyznam, że byłabym zdziwniona gdyby było inaczej. Poruszył mnie także Seth Walker, ale wolałabym słuchać go w małym, ciasnym klubie niż na tak dużej hali. Melodyjny blues z ciepłym wokalem. Świetny chillout na długie, zimowe wieczory. Ostatnia artystką była Debbie Davies. Fantastyczna babka w brylantowym berecie, gwiazda dużego formatu. Aczkolwiek szczerze przyznaję, że po wrażeniu, jakie wywarł na mnie Samuel James, nic nie było w stanie go przebić. Myślałam jednak, że ludzie będą się lepiej bawić, ale jak już zdążyłam zauważyć, przeważnie na koncertach Polacy są powściągliwi w okazywaniu emocji, hm... Nie wzięłam kanapek, ani mp3 playera. Z tymi kanapkami to mogłam jednak okazać się bardziej przewidująca ale mp3 player nie był mi potrzebny.

sobota, 4 października 2008

eksperyment...

"O dziewczyno, jutro 14 godzin nudy przed Tobą. Weź jedzenie i mp3 playera". A jednak będę odważna i nie spasuję. Wybieram się dziś na koncert Rawa Blues Festival. Mój znajomy twierdzi że powinnam dać spokój, że to nie mój klimat. Jeśli jednak nie spróbuję to się nie dowiem. Nie miałam do tej pory zbyt wielkiego kontaktu z bluesem, poza fascynacjami muzycznymi mojego ojca, który często słuchał tego w domu. Przesłuchałam też kilka utworów wykonawców, którzy dziś tam zagrają, no zobaczymy... "Przed chwilą widziałem urywki. Ok 1h, 2h, 2.5h ale nie 14..."

czwartek, 2 października 2008

Ostatni koncert...


W ostatni weekend miałam okazję zobaczyć tego właśnie gościa na żywo w Krakowie. Klub był dosyć duży, spodziewałam się tłumów, jednak okazało się że Afu Ra i Masta Killa nie ściągnęli aż tak wielu ludzi na swój koncert (dziwne). Support był słaby, przynajmniej jak na takie sławy jak Ci panowie. Muszę jednak przyznać że Afu Ra jest niesamowity na scenie. Potrafi złapać bardzo dobry kontakt z publicznością. Nie wytwarza dystansu jaki zazwyczaj można wyczuć od ludzi, którzy przecież są wielkimi gwiazdami sceny hip hop. Towarzyszył mu DJ PF CUTTIN, również gwiazda światowego formatu, no i trzeba przyznać że czuło się to od pierwszego bitu który puścił. Oczywiście wszyscy czekali na Masta Killa, legenda na wyciągnięcie ręki, to było coś. Na scenę wszedł w czarnym ręczniku na głowie tak, że przez chwilę nie było wiadomo czy to faktycznie on. A potem... potem to już były same hity. Stare kawałki Wu Tang Clanu, a także nowe z jego solowej płyty. Przyznam szczerze, że nie ruszył mnie jednak tak bardzo jak Afu. Masta wszedł w rolę bardziej ""wrednego czarnucha" i dystans był już duzo bardziej wyczuwalny niż w przypadku Afu. Dla mnie było to jednak niesamowite przeżycie, być tak blisko ludzi, których znam tylko z ekranu tv i widzieć że ich praca, muzyka, którą tworzą, płynie prosto z serca i nie jest tylko produktem wykreowanym przez menedżerów, jak to ma miejsce w przypadku wielu współczesnych gwiazd. A ludzie? No cóż trochę się zawiodłam, myślałam że będzie ogólny szał no bo to koncert dużego kalibru w końcu. Jednak publika lepiej bawiła się na supporcie z Nowej Huty niż na Masta Killa, no cóż.. Przychodzi mi tutaj tylko jedna myśl do głowy - "Jakie życie, taki rap".

Na początek...

Większość moich znajomych ostatnio zaczęła pisać bloga. Myślałam długo czy zrobić to samo, zastanawiałam się co ich do tego zmotywowało żeby umieszczać własne myśli gdzieś w sieci. Potem doszłam do wniosku, że może to być ciekawa przygoda, może pomoże mi to rozwinąć umiejętności, które do tej pory gdzieś tam sobie wegetowały lub okaże się że nigdy ich we mnie nie było. Potraktuję to jednak jako swoisty eksperyment, w końcu nic mi chyba nie grozi.