czwartek, 2 października 2008

Ostatni koncert...


W ostatni weekend miałam okazję zobaczyć tego właśnie gościa na żywo w Krakowie. Klub był dosyć duży, spodziewałam się tłumów, jednak okazało się że Afu Ra i Masta Killa nie ściągnęli aż tak wielu ludzi na swój koncert (dziwne). Support był słaby, przynajmniej jak na takie sławy jak Ci panowie. Muszę jednak przyznać że Afu Ra jest niesamowity na scenie. Potrafi złapać bardzo dobry kontakt z publicznością. Nie wytwarza dystansu jaki zazwyczaj można wyczuć od ludzi, którzy przecież są wielkimi gwiazdami sceny hip hop. Towarzyszył mu DJ PF CUTTIN, również gwiazda światowego formatu, no i trzeba przyznać że czuło się to od pierwszego bitu który puścił. Oczywiście wszyscy czekali na Masta Killa, legenda na wyciągnięcie ręki, to było coś. Na scenę wszedł w czarnym ręczniku na głowie tak, że przez chwilę nie było wiadomo czy to faktycznie on. A potem... potem to już były same hity. Stare kawałki Wu Tang Clanu, a także nowe z jego solowej płyty. Przyznam szczerze, że nie ruszył mnie jednak tak bardzo jak Afu. Masta wszedł w rolę bardziej ""wrednego czarnucha" i dystans był już duzo bardziej wyczuwalny niż w przypadku Afu. Dla mnie było to jednak niesamowite przeżycie, być tak blisko ludzi, których znam tylko z ekranu tv i widzieć że ich praca, muzyka, którą tworzą, płynie prosto z serca i nie jest tylko produktem wykreowanym przez menedżerów, jak to ma miejsce w przypadku wielu współczesnych gwiazd. A ludzie? No cóż trochę się zawiodłam, myślałam że będzie ogólny szał no bo to koncert dużego kalibru w końcu. Jednak publika lepiej bawiła się na supporcie z Nowej Huty niż na Masta Killa, no cóż.. Przychodzi mi tutaj tylko jedna myśl do głowy - "Jakie życie, taki rap".

Brak komentarzy: